• Wpisów:12
  • Średnio co: 59 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 16:22
  • Licznik odwiedzin:1 986 / 778 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Bardzo smutne jest to kiedy ty martwisz się o kogoś a ta osoba twierdzi, że nie ma czasu. Ale chyba jednak nie w tym rzecz, to zwyczajne spławianie, odsuwanie, stawianie muru z powodu do którego ciężko dojść. Najpierw codzienne kontakty, potem co parę dni, a potem ta osoba będzie cię miała całkowicie gdzieś, nie będzie się przejmować twoim zdrowiem gdy będziesz odchodziła od zmysłów, sama nie napisze i nie powie prawdy.
 

 
To juz ewidentny koniec pewnego rozdzialu. Musze sie otrząsnąć I odżyć bo dlugo bym tak nie pociagnela...
 

 
Zdecydowalam ze jednak bede silna I chce zakonczyc pewien rozdzial w swoim zyciu. Sytuacja jest dziwna, niby bylo okej przez moment a potem wyrzuty sumienia I zle zdanie o sobie. Niechce byc zle postrzegana przez innych, chce sie czuc szanowana przez samą siebie, nie będe niczego robiła wbrew sobie. Niechce juz w tym tkwic. Musze trzymac sie swoich postanowien, przeszlosci nie cofniemy. Od dzis czyli od 26 pazdziernika ma sie to zmienic.
 

 
Są momenty kiedy wątpimy, ale jednak iskra nadziei pozostaje. Są też takie kiedy czujemy, że to już prawie lub niestety definitywny koniec. Ze łzami w oczach próbujemy sobie wytłumaczyć I usprawiedliwić powód czyjegoś spławiania, niereagowania na smsy czy rozmowy. A jak juz się dostanie jakąś odpowiedź to boli ta ignorancja, "minimalizm" wypowiedzi z podtekstem "po prostu się odwal", a może nawet mszczenie się za przeszłość I uświadamianie komuś, że znaczy już dla ciebie niewiele zamiast określić sytuacje szczerze "to koniec znajomości", trzymanie w niepewności I z poczuciem oddalania się z prędkością światła. Milczenie jest złe, ale niepewna sytuacja jeszszcze gorsza. Nie wiesz nic, czujesz tylko ból, pustkę, odrzucenie. Dla osoby dla której kiedyś znaczyłeś wiele, jesteś tylko przeszłością. Nic juz nie będzie takie samo. A ból nadal pozostaje, nawet po roku...
 

 
Jest mi cięzko, bardzo cięzko. Z byłym powiedzmy utrzymujemy relację koleżeńską, ale ostatnio "uświadomił" mi pewną sytuację od której stronił i pomimo tego, że byłam prawie pewna, że to była prawda od początku to zabolało mnie to bardzo od nowa. Chciałabym odebrac od niego swoje rzeczy ale dosc cięzko jest to dogadac. Rozmawialismy ze sobą dosc krotko 3 dni temu, od tej pory sie do niego nie odzywalam, az do wczoraj. Niestety na zadne moje wiadomosci nie odpowiada, dzisiaj dzwonilam 5 razy - 4 razy odzucil i raz wogole nie zareagowal. Nie wiem o co mu chodzi i meczą mnie takie niejasnosci Rzeczy nie chciał odeslac mi pocztą a teraz zlewa choc jestem pewna ze czyta te sms a o widocznosci telefonow juz nie wspomnę. Nienawidzę takich sytuacji, czy tak trudno odpisać cokolwiek aby dać komuś jasno do zrozumienia?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witajcie. Kupię lub zamienię się za plakaty z AVRIL LAVIGNE!
 

 
Trzy najpiękniejsze i najzdolniejsze dla mnie kobiety. Moje ulubione wokalistki i osoby, którymi się inspiruję.





Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Gorąco jak na Saharze a tu przecież Polska. Umieram
 

 
Nic tak nie wkurwia na blogu jak problem z pojawianiem się wpisów na głównej. sic!
 

 
Witajcie. Dziś chciałam się z wami podzielić moimi wrażeniami z podobno najpiękniejszego festiwalu na świecie, którym jest...Woodstock. Zapewne wielu z was kojarzy się tylko z chlaniem i ćpaniem (cóż, zapach marysi czułam jakoś z 10 razy choć sama nic nie brałam)a kolejki po piwo ciągneły się setkami. I w sumie jest w tym trochę racji, aczkolwiek czym byłby Woodstock bez tych "dodatków"? Jakoś ciężko mi sobie to wyobrazić, bo są i tacy,którzy po prostu tam jadą aby pojarać lub popić w równie szalonym towarzystwie jak oni sami. Podejrzewam, że byłam tam jedną z niewielu, jeśli nawet nie jedyną,która przeżyła Wooda na trzeźwo (pomijając drogę do Kostrzyna gdzie coś tam wypiłam). Podróż była męcząca, około 14-15 godzin jazdy pociągiem w upale w niezbyt sprzyjających warunkach. Spanie w pociągu? Jakie spanie. W drodze na Wooda alko w pociągu lało się strumieniami a mordy wkurwiających opitych ludzi nawet o 4 w nocy nie zamykały się. Tak bardzo żałowałam, że nie miałam mocy, która by ich wszystkich pozabijała albo choć zamknęła ich rozwydrzone jadaczki. Bydło i polski cebularz - reasumując ich zachowanie. Po męczącej podróży pojawił się następny problem - miejsce rozbicia namiotu już w Kostrzynie. Pojechałam z dziewczyną, którą poznałam dzień przed wyjazdem bo znajomy mi naobiecywał a potem zostawił na lodzie więc z ręką w nocniku próbowałam znaleźć sposób by za wszelką cenę nie jechać sama. I udało się choć nie było to oczywiste, że pojadę i do ostatniej chwili się wachałam. Wracając do rozbijania namiotu to też było ciężkie. Praktycznie mało miejsca, ze 2 godziny szukałyśmy miejscówki gonione jak psy "bo tu już zajęte" choć miejsce było. Chuj w dupę wszystkim sknerom.
Gdy udało się rozbić okazało się potem, że to miejscówka rodzimowierców (osób, które wierzą w bóstwa słowiańskie takie jak np Światowid. Co prawda mało brakowało abyśmy znów wyruszyły w poszukiwanie swojego skrawka ale nie schejtowałyśmy ich więc nas nie wywalili. Niestety nie poszłyśmy w końcu zapoznać się z nimi,bo zawsze było coś ciekawszego do roboty. Wyprawa do Lidla po jedzenie, koncerty i oczywiście sam spacer wokół wielu szalenie i subkulturowo wyglądających ludzi było nowym doświadczeniem. A i nie zapominajmy o warunkach lekko spartiańskich - spanie w namiocie (zimno w nocy) dość twardo, gorąco,czekanie godzinami, aż ci się telefon naładuje w strefie Play, brudno i w dodatku z wodą słabo bo jak chciałeś nawet za prysznic zapłacić to czekałeś w kolejce z trzy godziny.A i po brzegi zasrane toitoie, których ja ani razu nie odwiedziłam, las uratował mi życie jeśli chodzi o ...wiecie sami o co.
Życie na Woodstocku tak wygląda i można to nazwać szkołą życia, ale nie żałuję żadnego dnia tam spędzonego, potem było już tylko lepiej choć zmęczenie dawało się we znaki. Nie zapomnę koncertu Within Temptation - to głównie dla nich tam pojechałam. Nie zawiodłam się. Sharon śpiewała jak anioł a w dodatku jej kontakt z publicznością był cudowny. Niestety serce mi pęka jak pomyślę, że nie zostałam na Whole World Is Watching śpiewanej z Piotrem Roguckim, ale uderzona w brzuch poczułam się słabo i wyprułam z tłumu jak wyścigówka myśląc tylko o tym, aby wreszcie się położyć. Byłam jeszcze na koncercie Eluveitie - bardzo dobrze się bawiłam w rytm folk metalu. Nie zapomnę też koncertu Ani Rusowicz i kolorowego proszku, który pokrył tysiące woodstockowiczów kojarząc mi się przy tym z festiwalem kolorów. Ale było lepiej i nikt nie przejmował się tym, że jest cholernie brudny i ciuchów prawdopodobnie z tego kolorowego szaleństwa nie dopierze. Totalny chillout, dużo radości i dobrej zabawy. W ostatnim dniu przelotem trafiłam jeszcze na koncert zespołu LemON, na którym zostałam do końca zaczarowana głosem Herbuta, ich szczerością i autentycznością.
Nie ominęła mnie też okazja spróbowania wegańskiego jedzenia: gulasz sojowy z ryżem, plus słodka brązowa kasza i chrupkie coś co przypominało wafle. Nie zapomnę również szalonych tabliczek uczestników woodstocku, free hugsów oraz psa Puszka wykonanego z puszek - powinien trafić do jakiejś galerii sztuk pięknych, serio. Choć ten wyjazd maksymalnie wyciągnął ze mnie siły i spiekłam się tam jak kurczak to wspominam tą "jedną zbiorową halucynację" z uśmiechem i pewnością, że na pewno tam wrócę za rok choć postaram się z lepszym rynsztunkiem (jakiś camping czy coś). Polecam wszystkim choć raz w życiu jechać na Woodstock,bo jest tam klimat nie do opisania.






  • awatar Wickey: Również byłam i również planuję za rok! :)
  • awatar Mała☯Mi: Whoaa... tak fajnie opisane... niesamowite. Samo opisanie robi wrażenie. Kurde, jaka szkoda że nie byłaś na tej piosence śpiewanej z Roguckim. Uwielbiam ją. :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Z natury doskonałe
Ikony własnej słabości
Wszystko czego tylko potrzebujemy
To więcej kłamstw o świecie, którego
Nigdy nie było i nigdy nie będzie
Nie masz wstydu, czy mnie nie widzisz
Wiesz, że wszystkich oszukałaś"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witajcie. Pierwszy raz styczność z blogowaniem na Pingerze miałam jakoś 6 lat temu.Pokusiłam się o sprawdzenie jak długo mój pierwszy blog tu istnieje i wyszło, że ma on już 2220 dni (już dawno go nie prowadzę i dotyczył on zupełnie innej tematyki) jednak taka liczba robi wrażenie i uświadamia mi jak ten czas zapierdala. Zakładając go miałam 12 lat, teraz za pół miesiąca już 19-nastka na karku. Powiem szczerze - teoretycznie powinnam cieszyć się życiem, realizować swoje pasje i mieć w dupie, że jestem coraz starsza bo nadal powinnam cieszyć się młodością. Niestety świadomość upływającego czasu przybija piętno na mojej psychice, bo mam wrażenie, że zmarnowałam wiele lat na bezsens. Problemy same się piętrzą a moja psychika wariuje. Nie jest mi wcale łatwo, dlatego postanowiłam założyć tego bloga i anonimowo pisać co mnie gnębi,dokucza,boli, aby dać upust swoim emocjom i odczuciom. Czasem tyle wystarczy, czasem znajdzie się może ktoś kto twierdzi podobnie, zainteresuje się moimi wypocinami i zacznie regularnie odwiedzać mojego bloga. Tego nie wiem, ale na pewno chciałabym, aby tak było.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›