• Wpisów: 12
  • Średnio co: 94 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 16:22
  • Licznik odwiedzin: 2 535 / 1228 dni
 
lavrina
 
Witajcie. Dziś chciałam się z wami podzielić moimi wrażeniami z podobno najpiękniejszego festiwalu na świecie, którym jest...Woodstock. Zapewne wielu z was kojarzy się tylko z chlaniem i ćpaniem (cóż, zapach marysi czułam jakoś z 10 razy choć sama nic nie brałam)a kolejki po piwo ciągneły się setkami. I w sumie jest w tym trochę racji, aczkolwiek czym byłby Woodstock bez tych "dodatków"? Jakoś ciężko mi sobie to wyobrazić, bo są i tacy,którzy po prostu tam jadą aby pojarać lub popić w równie szalonym towarzystwie jak oni sami. Podejrzewam, że byłam tam jedną z niewielu, jeśli nawet nie jedyną,która przeżyła Wooda na trzeźwo (pomijając drogę do Kostrzyna gdzie coś tam wypiłam). Podróż była męcząca, około 14-15 godzin jazdy pociągiem w upale w niezbyt sprzyjających warunkach. Spanie w pociągu? Jakie spanie. W drodze na Wooda alko w pociągu lało się strumieniami a mordy wkurwiających opitych ludzi nawet o 4 w nocy nie zamykały się. Tak bardzo żałowałam, że nie miałam mocy, która by ich wszystkich pozabijała albo choć zamknęła ich rozwydrzone jadaczki. Bydło i polski cebularz - reasumując ich zachowanie. Po męczącej podróży pojawił się następny problem - miejsce rozbicia namiotu już w Kostrzynie. Pojechałam z dziewczyną, którą poznałam dzień przed wyjazdem bo znajomy mi naobiecywał a potem zostawił na lodzie więc z ręką w nocniku próbowałam znaleźć sposób by za wszelką cenę nie jechać sama. I udało się choć nie było to oczywiste, że pojadę i do ostatniej chwili się wachałam. Wracając do rozbijania namiotu to też było ciężkie. Praktycznie mało miejsca, ze 2 godziny szukałyśmy miejscówki gonione jak psy "bo tu już zajęte" choć miejsce było. Chuj w dupę wszystkim sknerom.
Gdy udało się rozbić okazało się potem, że to miejscówka rodzimowierców (osób, które wierzą w bóstwa słowiańskie takie jak np Światowid. Co prawda mało brakowało abyśmy znów wyruszyły w poszukiwanie swojego skrawka ale nie schejtowałyśmy ich więc nas nie wywalili. Niestety nie poszłyśmy w końcu zapoznać się z nimi,bo zawsze było coś ciekawszego do roboty. Wyprawa do Lidla po jedzenie, koncerty i oczywiście sam spacer wokół wielu szalenie i subkulturowo wyglądających ludzi było nowym doświadczeniem. A i nie zapominajmy o warunkach lekko spartiańskich - spanie w namiocie (zimno w nocy) dość twardo, gorąco,czekanie godzinami, aż ci się telefon naładuje w strefie Play, brudno i w dodatku z wodą słabo bo jak chciałeś nawet za prysznic zapłacić to czekałeś w kolejce z trzy godziny.A i po brzegi zasrane toitoie, których ja ani razu nie odwiedziłam, las uratował mi życie jeśli chodzi o ...wiecie sami o co.
Życie na Woodstocku tak wygląda i można to nazwać szkołą życia, ale nie żałuję żadnego dnia tam spędzonego, potem było już tylko lepiej choć zmęczenie dawało się we znaki. Nie zapomnę koncertu Within Temptation - to głównie dla nich tam pojechałam. Nie zawiodłam się. Sharon śpiewała jak anioł a w dodatku jej kontakt z publicznością był cudowny. Niestety serce mi pęka jak pomyślę, że nie zostałam na Whole World Is Watching śpiewanej z Piotrem Roguckim, ale uderzona w brzuch poczułam się słabo i wyprułam z tłumu jak wyścigówka myśląc tylko o tym, aby wreszcie się położyć. Byłam jeszcze na koncercie Eluveitie - bardzo dobrze się bawiłam w rytm folk metalu. Nie zapomnę też koncertu Ani Rusowicz i kolorowego proszku, który pokrył tysiące woodstockowiczów kojarząc mi się przy tym z festiwalem kolorów. Ale było lepiej i nikt nie przejmował się tym, że jest cholernie brudny i ciuchów prawdopodobnie z tego kolorowego szaleństwa nie dopierze. Totalny chillout, dużo radości i dobrej zabawy. W ostatnim dniu przelotem trafiłam jeszcze na koncert zespołu LemON, na którym zostałam do końca zaczarowana głosem Herbuta, ich szczerością i autentycznością.
Nie ominęła mnie też okazja spróbowania wegańskiego jedzenia: gulasz sojowy z ryżem, plus słodka brązowa kasza i chrupkie coś co przypominało wafle. Nie zapomnę również szalonych tabliczek uczestników woodstocku, free hugsów oraz psa Puszka wykonanego z puszek - powinien trafić do jakiejś galerii sztuk pięknych, serio. Choć ten wyjazd maksymalnie wyciągnął ze mnie siły i spiekłam się tam jak kurczak to wspominam tą "jedną zbiorową halucynację" z uśmiechem i pewnością, że na pewno tam wrócę za rok choć postaram się z lepszym rynsztunkiem (jakiś camping czy coś). Polecam wszystkim choć raz w życiu jechać na Woodstock,bo jest tam klimat nie do opisania.
11817245_10155911418240241_1846054182439353895_n.jpg


11800328_10155911414600241_4186300083846737520_n.jpg


11813493_10155907659590241_4011376596862292493_n.jpg


11800036_10155914479245241_2595796138190400382_n.jpg

Nie możesz dodać komentarza.